Na pewno macie różne wspomnienia z dzieciństwa, które będą już z Wami na tyle na ile pamięć na to pozwoli. Każdy z nas pamięta coś innego coś, co w danej chwili było niesamowite na tyle, że wryło się w pamięć być może już na zawsze. Pamiętamy wydarzenia, osoby, miejsca, smaki, zapachy, które wracają do naszego dorosłego życia, gdy tylko pojawi się jakiś bodziec je wywołujący. Nigdy nie wiemy, kiedy to nastąpi, ale zawsze następuje. Wiadomo, nie zawsze te wspomnienia są dobre, ale dziś oprzemy się tylko na tych pozytywnych, żeby nie psuć już dnia. Osobiście mam dużo ciepłych wspomnień. Te najlepsze są zawsze związane z jakimiś osobami, które są albo były dla mnie ważne. Bohaterem moich wspomnień jest niewątpliwie moja babcia, która jako do tej pory jest bardzo aktywną, pomysłową osobą. Dużo mnie nauczyła i pozwalała doświadczać. Nie zapomnę naszych wspólnych pompek i przysiadów, które miały na celu uzmysłowić mi i zakorzenić zdrowy tryb życia. Szklankę wody, którą babcia mi szczodrze posoliła, żebym dowiedziała się, jak smakuje woda w morzu. Pierwszą z nią jazdę na łyżwach w hokejówkach wujka, rozwiązywanie krzyżówek, czytanie na głos, wspólnie wizyty u różnych ciekawych osób. Było tego mnóstwo, aż się uśmiecham pod nosem :). Okazuje się, że tak przyziemne sprawy są czymś wspaniałym. Czas, który dajemy drugiej osobie, zwłaszcza dziecku jest najważniejszy na świecie i to właśnie on kształtuje wspomnienia. Nie zabawki, którymi teraz obsypujemy dzieci, tylko ten zwyczajny czas. No i właśnie idąc tym tropem, postanowiłam, że ja też będę dla mojego syna tą mamą wróżką, która robi z nim przyziemne rzeczy, które dla takich maluchów są jak wydarzenia największego szczebla. Postanowiłam, że udamy się w podróż do dziadków pociągiem. Zamieniłam wygodę w samochodzie na nowe doznanie dla syna, a może wspomnienie? Sam pomysł bardzo mu się spodobał i żył nim do momentu podróży. Uczestniczył w całym procesie od pakowania do kupowania biletów.

 

Nie oszukam, jak napiszę, że na stacji pkp zachowywał się jakby przeżywał przygodę życia :). Komentował, pytał, mówił ludziom dookoła: Dzień dobry i zdarzyło się; Dzień dobry, jadę do dziadzia i babci”. Wzbudzał uśmiech na wielu twarzach, bo urok osobisty to on ma. Uzupełnił swoją wiedzę o speakera zapowiadającego pociągi, maszynistę, do którego mógł zajrzeć, bo akurat mieliśmy okazję, przejechał nad Wisłą i dowiedział się co to grafitti.

Oczywiście podawanie biletów do kontroli było mega frajdą, a co najważniejsze mieliśmy ponad godzinę tylko dla siebie. Dużo rozmawialiśmy, czytaliśmy książki, śpiewaliśmy po cichu, bawiliśmy się autkami i obyło się bez bajek. Byliśmy tylko dla siebie. Może mój kochany synek z całej podróży zapamięta tylko jedną rzecz, ale było warto. To był nasz czas w magicznej dla mojego syna otoczce.

Bądźcie czarodziejami wspomnień dla swoich dzieci.