Czy wg Was potrzebni są naszym dzieciom specjaliści tacy jak psychiatra, psycholog, logopeda, pedagog specjalny, terapeuta od SI, terapeuta od terapii ręki, dogoterapeuta, hipoterapeuta (kolejność przypadkowa) i inni? Jak myślicie?

Nie wiem, czy Was zaskoczę, ale często okazuje się, że nie. Z jednej strony to dobrze, bo to znak, że prawdopodobnie z Waszym dzieckiem jest wszystko ok, ale jest też druga strona. Często słyszy się komentarze, że większość z tych specjalistów wymyśliła i pomnożyła dzisiejsza teraźniejszość, wyolbrzymiona opiekuńczość rodzica i dążenie do ideału. Nie rzadko dochodzą głosy, że teraz niektórzy mają hopla i prowadzają swoje dzieci do wszystkich specjalistów, aby “odwalili” za nich najgorszą robotę, tj. nauczyli, wyjaśnili, wychowali i wyprostowali ich błędy wychowawcze. Oczywiście następnym argumentem jest, że to zwykłe szarlataństwo i wyciąganie kasy, którą można przeznaczyć na coś innego. Rzeczywiście czasem te argumenty mają rację bytu, jednak nie można wszystkich i wszystkiego wrzucać do jednego worka.

Osobiście uważam, że bez powodu zawody te nie istnieją. Na szczęście nauka idzie do przodu i pojawiają się nowe dziedziny, które mogą pomóc dzieciom w sferach, w których tej pomocy potrzebują. Szlag mnie trafia, gdy słyszę, że kiedyś tego wszystkiego nie było i jakoś dałem/dałam radę. Tak, Ty dałeś, ale byli też inni, którzy nie mieli tego szczęście i ciągną się za nimi tego konsekwencje. Na pewno nie jedna osoba z Was pamięta z dzieciństwa kogoś, kto np. niewyraźnie mówił, był wycofany, był wyśmiewany, bo był inny od pozostałych, był agresywny, nadpobudliwy, nie radził sobie z obowiązkami szkolnymi itd. I co z nimi? Niewyraźnie mówiących traktowało się na zasadzie, że taka jego uroda. Na wycofanych nie zwracało się uwagi, byli cieniem, który po prostu był nikt nie zastanawiał się, dlaczego się alienują. Agresywni i nadpobudliwi dostawali nagany, często zapraszano ich rodziców i byli stawiani przed innymi w złym świetle. Kozły ofiarne były prześladowane przez rówieśników, często nawet przez nauczycieli, a słabo radzący sobie byli tzw. głąbami. Zdarzały się epizody z pedagogiem szkolnym, zmianą placówki itd., ale nikt nie zastanawiał się, jakie są źródła tych zachowań, wszystko traktowane było powierzchownie, a to były ciągle tylko dzieci, które wyrosły na dorosłych z problemami i kompleksami. Jeżeli u Was było inaczej, to gratulacje uczęszczaliście do placówki jednej na milion. Jeżeli jakoś mimo wszystko sobie poradziliście brawo- jesteście silnymi ludźmi lub pochodzicie z fajnej rodziny.

Na szczęście w dzisiejszych czasach coraz częściej podchodzi się do dzieci indywidualnie. Częściej zwraca się uwagę na ich trudności i próbuje się im pomóc w różnych sferach, stąd tylu specjalistów. Oprócz tego zmieniła się forma zajęć z dziećmi, często jest to nauka poprzez zabawę, która jest dla nich super przyjazna. Oczywiście zdarzają się szarlatani, naciągacze, ludzie, którzy nie powinni być na miejscu, na jakim są. Osobiście podpowiadam, żeby szukać kogoś z polecenia, czytać opinie, ufać swojej intuicji i obserwować dziecko i jego postępy. Jeżeli czujecie, że Wasze dziecko potrzebuje pomocy lub ktoś Wam to sugeruje, to coś prawdopodobnie jest na rzeczy. Nie bójcie się próbować, nawet jeżeli czujecie, że jest to na wyrost. Jeżeli rzeczywiście tak jest, to dobry specjalista Wam to powie i nie będzie naciągał na kolejne spotkania. Dodam też, że nie odciągajcie takich wizyt w czasie. Im szybciej, tym lepiej i łatwiej dziecku uporać się z trudnościami z pomocą fajnego i mądrego specjalisty oczywiście.

Mam nadzieję, że dałam do myślenia chociaż jednej osobie na milion, tego sobie i Wam życzę 🙂