Bywają takie dni, że mamy już dość zabaw w chowanego, ganianego, wyścigi, zabawę w rodzinę i inne powtarzalne/ukochane zabawy naszych dzieci. Zwłaszcza jeśli wracamy z pracy, po dniu “tyrandii” nie mamy siły na skakanie i entuzjazm na najwyższym poziomie na propozycję zabawy naszego dziecka. Co wtedy? Ja osobiście proponuję coś mniej dynamicznego, coś przy czym można usiąść i chwilę się wyciszyć. Ostatnio osobiście organizuję mojemu dziecku teatr cieni. Wcześniej robiliśmy go układając palce dłoni w różne konfiguracje, aby tworzyły jakąś postać, czyli klasyk nad klasyki. Obecnie mamy do tego odpowiednie gadżety pod postacią kartonowych przedstawicieli mórz na patyczkach – Teatr cieni “Podwodny świat”. Teoretycznie można je wykonać samemu, nie jest to wcale trudne, ale my mamy gotowe ze sklepu. Wykonanie nie jest morze super extra wow, ale sam pomysł się liczy. Mój syn bardzo lubi taką formę zabawy, a ja jestem wniebowzięta bo czasem po 8-godzinnej pracy z moimi małymi pacjentami, nie mam energii, siły, chęci i entuzjazmu. Natomiast nie mam wyrzutów sumienia, że zostawiam mojego syna samemu sobie. A Tak u nas wygląda stop klatka z naszej zabawy ;).

Dodatkiem jaki posiadają gotowce jest możliwość zabawy po ciemku po wcześniejszym naświetleniu kartoników. Szczerze mówiąc bardziej nam odpowiada zabawa przy lampce 😉

W sprzedaży są jeszcze 2 inne serie: “Zaczarowane królestwo” i “Niesamowite maszyny”. Myślę sobie, że ciekawsze mimo wszystko może być stworzenie własnych postaci i własnych krain. My może jeszcze zrobimy 😉

Nawiązując jeszcze do sfer rozwojowych to zabawa tego typu:

  • poszerza wyobraźnię, pomaga w wymyślaniu za każdym razem nowych opowieści,
  • dziecko z pomocą rodzica może budować długie wypowiedzi, dialogi i tym sposobem rozwija swoją mowę.
  • rodzic przy okazji ma możliwość uczyć swoje dziecko zasad i reguł społecznych, gdy odgrywa ze swoją pociechą różne sytuacje/scenki.